Pomnik Szczęśliwego Psa Drukuj
Wydarzenia
Pies wie, gdzie jego szczęście.

2 października 2004 odsłonięto Pomnik Szczęśliwego Psa.

Dnia 2 października 2004 roku, z okazji obchodów Światowego Dnia Zwierząt, miesięcznik "Cztery Łapy" zorganizował w Warszawie Paradę Psów, którą zakończyło uroczyste odsłonięcie Pomnika Szczęśliwego Psa. Uczestnicy imprezy wraz z czworonogami zebrali się na Placu Trzech Krzyży, skąd przemaszerowali w wesołym i... szczekającym orszaku na Pola Mokotowskie. Pochód wspierany przez grupę roztańczonych cheerleaderek i samochód z muzyką wzbudził sympatię przechodniów i gapiów.

Na pełnych zieleni Polach Mokotowskich na opiekunów i ich psiaki czekały smakołyki oraz inne atrakcje. W najważniejszym momencie został odsłonięty długo oczekiwany Pomnik Szczęśliwego Psa. Pomysłodawcą jego powstania był nasz miesięcznik, projekt wykonała pani Bogna Czechowska. Decyzją czytelników do pomnika felix canis pozował pies terapeuta z Fundacji Przyjaciel rasy golden retriever o imieniu Lokat. Mamy nadzieję, że patrząc na figurę najszczęśliwszego psiaka stolicy, każdy zastanowi się, kiedy pies może być naprawdę zadowolony i radosny? Dlaczego Lokat wydaje się uśmiechać? My sądzimy, że pies szczęśliwy to przede wszystkim pies kochany, taki, który otoczony jest miłością i opieką.

Nasza redakcja dziękuje wszystkim uczestnikom, wśród nich opiekunom i psom terapeutom, aktorom z podopiecznymi, członkom Klubu Corgi z pieskami rasy welsh corgi oraz mediom za udział i pomoc w zrealizowaniu imprezy.



p02

p03

p04

p05

p06

p07

p08

p09

p10

p11

p12

p14

p15

p16

p16

p17

p18

p19

p20

p22

p22

p23

p24

p25

p26

p27




PROJEKT "PIES SZCZĘŚLIWY" - FELIX CANIS

psp01Pomników upamiętniających osoby znakomite, dostojne mamy w Warszawie dostatek, ale czy nie brakuje nam czasem przedstawienia mniej dostojnego, mniej poważnego? Pies towarzyszy nam od zarania dziejów. Pomaga, ochrania, bawi wzrusza - jest po prostu przyjacielem- często bywa, że najlepszym. Ofiarowuje nam całkowite oddanie, zupełnie bezinteresownie obdarza nas swoją miłością i przywiązaniem. Cóż możemy w zamian? Możemy. Przede wszystkim nauczyć się, że można cieszyć się bezinteresownie, można być szczęśliwym tylko dlatego, że ktoś lubiany, kochany - jest w pobliżu. Można radować się niezmiernie na sam widok osoby znanej, czy na dźwięk jej głosu. Tego wszystkiego uczy nas "Pies Szczęśliwy"- czyli pies kochany i pielęgnowany przez większość z nas.
W Muzeum Kapitolinskim znajduje się posąg z brązu /V-wiek p.n.e. / przedstawiający wilczycę karmiącą Romulusa i Remusa, legendarnych założycieli Rzymu. W Kazimierzu nad Wisłą mieszkańców i turystów wita pies rasy wielorakiej. Pokazuje, że tu w Kazimierzu znajdzie się miejsce dla wszystkich, także dla takich powsinogów jak ON.
W Krakowie pies - wierny przyjaciel, który nie potrafił zapomnieć nawet wtedy, kiedy jego pan odszedł do lepszego ze światów - doczekał się swojego upamiętnienia w brązie.
psp02Dlaczego właśnie golden retriever został naszym modelem? W przypadku tej rasy, główną cechą jego charakteru jest chęć sprawiania przyjemności właścicielowi. Ma łagodny charakter, szybko się uczy, często szkoli się przedstawicieli tej rasy do opieki nad osobami niepełnosprawnymi. Jeśli odpowiednio wykorzystać jego energię i chęć do pracy wtedy naprawdę czuje się szczęśliwy. Nawet w podeszłym wieku ciągle chce się bawić i z radości wita przybyszów wesołym machaniem ogona, a co chyba najważniejsze jest nadzwyczaj oddanym towarzyszem, bardzo przyjaźnie odnosi się do dzieci, jest życzliwie nastawiony do całego świata.
Cudowne miejsca magiczne w Warszawie tworzą jej niepowtarzalny klimat. To co zauważają goście z zagranicy to imponująca ilość zieleni, parków i ogrodów w prawie 2-milionowej metropolii. A trzeba wiedzieć, że Pola Mokotowskie to szczególne miejsce w Warszawie. Wie o tym każdy, kto choć raz odwiedził ten park. Imponująca ilość zieleni sprawia, że w takim miejscu naprawdę można odpocząć.
Felix canis doskonale pomógłby nam marzyć, współtworzyć kolejne miejsce magiczne w Warszawie. Niech stanie się "Pies Szczęśliwy" - kolejnym magicznym miejscem Warszawy, magicznym szczęśliwym miejscem Pól Mokotowskich - ukochanego Parku wielu Warszawiaków, także mojego.

Bogna Czechowska,
absolwentka Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie
autorka projektu rzeźby Szczęśliwego Psa




Poniżej zamieszczamy listy naszych czytelników w sprawie pomnika


Dorota Skwark, Kielce
Pewnego dnia podczas spaceru zauważyłam, że obok mnie w bezpiecznej odległości idzie pies - piękny duży owczarek niemiecki długowłosy. Był bez kagańca. Trochę się przestraszyłam, ale nie okazywał złych zamiarów. W pewnym momencie zaszedł mi drogę, patrząc w oczy. Zamarłam. Ale jego ogon poruszał się przyjaźnie, a on zbliżył się i zaczął się ocierać o moje nogi jak kot. Głaskałam go i mówiłam, żeby wracał do swego pana. Ruszyłam w kierunku domu. Pies za mną. Zostawiłam go przed bramą. Kiedy otwierałam drzwi wejściowe, usłyszałam skowyt. Psina usiłowała na zmianę zrobić podkop w betonie i przeskoczyć bramę, "płacząc" przy tym żałośnie. Co robić? Wróciłam. Do domu weszliśmy razem. Mój gość obszedł wszystkie kąty i usiadł grzecznie. Mówiłam do niego dużo, a jego mądre oczy i łagodny wyraz pyska świadczyły o tym, że wszystko rozumie.
Taki ładny zadbany pies musiał się komuś zgubić. Dałam więc ogłoszenie do lokalnego radia, telewizji. I nic. Wreszcie kiedyś na spacerze jakaś pani go poznała. Dowiedziałam się, że wabi się Nero. Poprosiłam o kontakt z właścicielem. Umówiliśmy się na odbiór zguby. Przyszła matka z siedmioletnim synem. Reakcja psa mnie zaskoczyła. U mnie był niespełna dwa tygodnie, a po każdym moim powrocie z pracy (zostawał sam w domu) radości nie było końca. A tu? Po dwóch latach pobytu od szczeniaka podszedł do nich i machnął ze dwa razy ogonem, bez specjalnego przekonania. I odszedł. Trochę dało mi to do myślenia, ale cóż - wrócił do prawowitych właścicieli. W domu zrobiło się pusto. Nikt nie rozrabiał, nie zachęcał do zabawy. Nigdy wcześniej nie miałam psa, ale wiele nauczyłam się w ciągu tych dwóch tygodni. Minęło kilka dni - dzwonek do drzwi. To Nero i jego właścicielka. Ze łzami w oczach opowiada, że pies nie chce jeść, jest smutny, bardzo tęskni. - Chyba woli być u pani - usłyszałam. Czy bym go nie przyjęła? - Z radością! - niemalże rzuciłam się jej na szyję.
Najczęściej to ludzie wybierają psy. W tym przypadku było odwrotnie. Miałam dużo szczęścia. A pies? Gdyby umiał mówić, sam by powiedział to, co widzę w jego oczach: że jest szczęśliwy.
To już trwa piąty rok. Nikt z moich przyjaciół nie wierzy, że Nero kiedyś był ostry (tak mówili ci, co go znali wcześniej). Teraz jest to najłagodniejszy pies, pupil wszystkich sąsiadów, znajomych i dzieci. Chyba to leży w jego naturze, nie agresja. Jest zawsze uśmiechnięty.


Dorota Zaleśna, Szczecin
Pies szczęśliwy jest to pies, który ma opiekuńczego i kochającego pana lub panią. Kiedy widzi, że jego właściciel jest szczęśliwy, szczęście pojawia się w jego błyszczących oczach. Pies nie potrzebuje do szczęścia najbardziej smakowitych potraw ani miękkich, kosztownych posłań choć i one mogą się przydać, ale przede wszystkim miłości, zrozumienia I uśmiechu na twarzy swego pana. Przykładami psów szczęśliwych są wszystkie te, którym udało się trafić na odpowiednich właścicieli, rozumiejących ich potrzeby. Wtedy liczy się tylko to, aby być razem.
Czytelniczka ze Szczecina.


Ewa Juszczak, Poznań
Kiedy pies jest szczęśliwy? Pies jest szczęśliwy, kiedy jest otoczony miłością i przyjaźnią ze strony człowieka. Szczęśliwe psy to takie psy, które nigdy (albo w małym stopniu) nie zostały skrzywdzone przez człowieka. Pies najczęściej jest szczęśliwy I zadowolony, kiedy jest naszym jedynym pupilkiem, to znaczy kiedy nie mamy w domu innych zwierząt. Pies nie jest wówczas zazdrosny. Jest szczęśliwy, gdy nie jest do niczego zmuszany, a my traktujemy go jak członka rodziny. Czy znacie przykłady konkretnych szczęśliwych psów? Osobiście nie znam konkretnych szczęśliwych psów w tym sensie, że nie mogę wymienić ich po imieniu. Moim zdaniem najbardziej szczęśliwymi psami są kundle, czyli po prostu mieszańce. Są to psy, które ze względu na brak rodowodu nie są zmuszane, a nawet często męczone występowaniem na różnych pokazach czy konkursach. Przykrym zjawiskiem jest jednak fakt, że w schroniskach najwięcej jest właśnie mieszańców. Dlatego są one narażone na różne nieprzyjemności ze strony ludzi, co odbiera im szczęście, do którego mają prawo jak każde inne zwierzę.


Renata Zawadzka, Mińsk Mazowiecki
Kiedy pies jest szczęśliwy? Uważam, że pies jest szczęśliwy, gdy ma dom i kochającego go właściciela. Czy znasz przykłady konkretnych szczęśliwych psów? Przykładem szczęśliwego psa jest moja suczka Nora. Swoje szczęście okazuje zwłaszcza wtedy, gdy zabieramy ją na spacer. Może to być kilka razy dziennie, a ona jednakowo szaleje z radości.


Izabela Kaczmarek, Dziwnów
Ucieszył mnie fakt, że ktoś wpadł na tak genialny pomysł, aby postawić pomnik Szczęśliwego Psa. Pies jast przecież częścią życia wielu ludzi. Jest przyjacielem do "grobowej deski", nigdy nie zawiedzie, nie zrani słowem lub czynem, umie wybaczać. Tego samego oczekuje od nas, gdy musi załatwić swoje potrzeby o 5 rano albo gdy za najlepszą zabawkę uzna naszego kapcia. Po prostu traktujmy je z miłością jak członka rodziny. Odwdzięczą się nam po stokroć. Wiem coś o tym, bo mam takiego przyjaciela. Jest to sznaucer olbrzym (suka), a wabi się Diana. Gdy wracam do domu po dłuższej nieobecności, muszę się czymś zasłonić lub wchodzić do mieszkania tyłem, ponieważ Diana najchętniej wskoczyłaby mi na ręcę, a waży prawie 40 kilo!
Miłośniczka zwierząt.


Beata, Lublin
Pewnego mroźnego dnia dostałam od rodziców malutkiego, 1,5-miesięcznego szczeniaczka. Piesek szybko zaaklimatyzował się w domu, se swoim miejscem I domownikami. Radości nie było końca, kaźdy chciał go pogaskać, potrzymać albo wyjść na dwór. Kundelek Miki jest zawsze uśmiechnięty, wesoły, lubi jak się dużo z nim rozmawia. Gdy ubieram się by wyjść do szkoły, w jego malutkich oczach dostrzegam smutek i prośbę o wyjście. Wtedy robię wyjątek I wychodzę. Piesek merda ogonkiem i pędzi przez klatkę aby wyjść na długi spacer. Najbardziej lubi tarzać się w śniegu i patrzeć na dzieci jeżdżące na sankach. Jest bardzo posłuszny, ufny I czasami zazdrosny. Myślę, że w naszym domu jest bardzo szczęśliwy. Teraz ma 3 miesiące i zawsze będzie malutkim szczeniaczkiem. Pozdrawiam razem z Mikim wszystkie osoby, które kochają kundelki!!!!
Beata z Lublina.


Kamila Zatorska, Warszawa
Droga Redakcjo "Czterch Łap", Mam na imię Kamila, mam 18 lat i mieszkam w Warszawie. Brałam udział w konkursie "Portret miesiąca". Chciałabym nawiązać do dyskusji "kiedy pies jest szczęśliwy?" Na początku chciałabym opisać krótkie życie mojego Owczarka Niemieckiego! Wabił się "Lucky". W wieku 2-óch miesięcy weterynarz podejrzewał u Luckiego parwowirozę. Oprócz tej choroby przechodził również: zapalenie kości, gnilca, chorobę trzustki (przez co był bardzo chudy), autoagresję. Poza tym bardzo często miał wysoką temperaturę, sięgającą 41 stopni. Na łapach robiły mu się ranki, puchła mu mordka, miał nawet amputowany palec przedniej łapy. I tak to wszystko ciągnęło się do 2 roku życia. Później była przerwa, trwająca kilka miesięcy! W tym czasie Lucky nadrabiał zaległy czas!! Pomimo, że miał te dwa lata zachowywał się jak szczeniak! Biegał, bawił się, szczekał ze szczęścia. Lucky uwielbiał być głaskany, uwielbiał się kąpać w wodzie (pomimo, źe nie umiał pływać). Wtedy było widać jaki był szczęśliwy!! Wystarczyło spojrzeć na jego mordkę!! Niestety, gdy choroba powracała Lucky znowu był słaby, apatyczny, miał gorączkę. Tak przeźył niecałe 3 lata, potem niestety znów się pogorszyło I nic nie dało się już zrobić. Jedynym wyjściem, aby pies się nie męczył, było uśpienie. Nie wiem czy to jest dobry przykład "Psa szczęśliwego", ale Lucky właśnie w tych dniach bez choroby był "najszczęśliwszym psem na świecie"
Pozdrawiam, Kamila.

Joanna Rychlewska, Brodnica
Szanowna Redakcjo!!! Na początku chciałam Was serdecznie pozdrowić. Nazywam się Asia Rychlewska. Od zawsze kocham psy. Sama mam jednego - suczkę Psotę oraz rybki akwariowe. Mieszkam w Brodnicy, 70 kilometrów od Torunia. Kaźdy pies jest szczęśliwy, gdy ma koło siebie kochającą rodzinę. Gdybym to ja miała zaprojektować "Pomnik Szczęśliwego Psa", wyglądałby on tak: pies z czułością patrzący na swoją rodzinę; tata trzyma za rękę swoją córeczkę, która wesoło skacze; mama natomiast prowadzi psa na smyczy i trzyma w ręku bukiet jesiennych liści podarowanych jej przez syna. Tak powinien wyglądać ten pomnik. Pytacie również o przykład szczęśliwego psa. Szczęśliwy pies to ten, który kocha właścicieli i jest przez nich kochny. Chcecie abym podała konkretny przykład? To jest mój, twój, pies każdego z nas. Nawet psy w schroniskach bywają szczęśliwe. Wystarczy im, że ktoś je kocha.
Jeszcze raz pozdrawiam,
Asia z Brodnicy.


Danuta Woś-Reda, Oleśnica Śl.
Przez całe moje dorosłe życie w naszym domu (Mama i ja),a potem moim (ja i mój syn) były psy. Najpierw był to brązow-złoty puszysty kundel, którego nazwałam Miki. Był z nami 16 lat. Potem, kiedy już mieszkałam sama z Piotrem (mój syn), ktoś przyniósł mi 2-miesięczną Dianę. Był to mój ukochany, najwierniejszy na świecie pies - owczarek alzacki. Umarła na raka wwieku 12 lat. Strasznie przeżyłam jej śmierć i dlatego nie chciałam mieć więcej psa, tym bardziej, że był to okres kiedy prawie wszystko zmieniło się w moim życiu i nic nie miało być tak samo. Minął rok od śmierci Dianki i mój syn postanowił kipić psa. Jak powiedziałam - będzie go miał wyłącznie pod swoją opieką, gdyż ja wg niego za bardzo psy rozpieszczałam. Tak więc w naszym domu pojawił się 3-miesięczny doberman z dużymi, nie obciętymi na szczęście, uszami. Piotr długo szukał dla niego imienia w słowniku angielskim - imię miało być wyjątkowe - i piesek otrzymał imię Tim (Timothy). Oczywiście został zaraz Timusiem, Timuniem, Timeczkiem, dla mnie Myszką (pieszczotliwie), Timem - w momentach, kiedy coś zbroił. Timuś ma już 10 lat, skończył w czerwcu. Dla mnie pozostał jak bambino, dorosły ale nieraz zachowuje się jak dziecko i przybiera niewinne mny. Żaden pies nie wyrządził nam tylu szkód co Timuś. Podarte swetry, buty, puchowe kurtki, które zostawiał Piotr, zniszczone drzwi i fotele. Wszystko było mu wybaczane z tego względu, że często zostawał sam. Od kilku lat Timuś jast ze mną, Piotr ze względu na swoją nową sytuację życiową, nie może go ze sobą mieć. Timuś jest bardzo kochany, myślę, że z dobermana ma tylko swój rasowy wygląd. Kiedy patrzę w jego oddane psie oczy, wybaczam mu wszystko. Jest szczęśliwy u mnie, ale najszczęsliwszy jest jak widzi piotra, bo wie, że to jest jego pan pomimo, że ja mu daję jeść, wychodzę z nim na spacery. Na widok Piotra wychodzi ze skóry, merda kikutem swojego ogonka, skacze i nie opuszcza go na krok dopóki jest z nim. Pies jest szczęśliwy, kiedy ma swojego pana, kiedy czuje, że myśli się o nim, dba, rozmawia, głaszcze, kiedy nie jest samotny. Uczucie człowieka oddaje podwójnie, jest kochany, kochający i ufny. Nasze psy - MIKI, DIANKA i TIMUŚ były szczęśliwe, Timuś jest nadal szczęśliwy i bardzo kochany.
Danuta Woś-Reda.



Katarzyna Burak, Mysłowice
Kiedy pies jest szczęśliwy? Wtedy, gdy moja rodzina jest w domu i wychodząc z niego mogę im towarzyszyć. W końcu jestem jej pełnoprawnym członkiem. W mojej misce zawsze jest świeża woda i mam pełny brzuszek. Gdy dzieci przychodzą ze szkoły, a pan z pracy. Szczęśliwy jestem gdy mogę pobiegać po "polu", bawić się z panią w chowanego, a latem tropić mrówki lub polować na myszy (ciekawe co na to koty?) A jaki bylem szczęśliwy i dumny, gdy moja pani doceniła moją odwagę. Upolowałem szczura, który nie wiadomo skąd dostał się do klatki schodowej, a następnie do naszego mieszkania, dokładnie dopadłem go w przedpokoju. W nagrodę dostałem od pani wędzone wieprzowe ucho - pycha! I od sąsiadki miseczkę mleka - uwielbiam! Od wszystkich znajomych dużo pochwał. Szczęśliwy jestem też, gdy pani ze mną rozmawia, głaszcze po brzuszku, za uszami i po łapkach, chociaż tam mam łaskotki. Gdy na dworze pada deszcz brrr - to urządzamy w domu gonitwę, tzn. najpierw podkradam dzieciom pluszową zabawkę, a potem wszystkim to oznajmiam i zaczyna się zabawa w berka. Mam też swoje marzenia i psie smutki, wtedy dostaję jakiś psi smakołyk i pocieszenie. Oczywiście potrafię też udawać bardzo smutnego i nawet mi się to udaje - no prawie. Mam też swoje dni, kiedy jestem zły albo bardzo się denerwuję. Leżę sobie wtedy w koszu na swojej kołderce i też jestem szczęśliwy, bo domownicy szanują to, że chcę być chwilę sam. A jaki jestem szczęśliwy, gdy wychodzę z lecznicy. Dlaczego? Bo jestem zdrowy, nikt mi nie sprawdza uszu, zębów i sierści. Znam kilka szczęśliwych psów. Jednym z nich jest mój kumpel owczarek niemiecki Brutus - sąsiad zza ściany. Koleżanka z pierwszego piętra - Nuka, była moim pierwszym przyjacielem, gdy przeprowadziłem się do moich państwa. Właściwie to ona nauczyła mnie dużo rzeczy, gdy byłem szczeniakiem. Jest jeszcze Bejek, Elza i dużo innych psów, ale nie pamiętam ich imion. O, zapomniałbym o mojej siostrze Bercie. A jaki jestem szczęśliwy, gdy śpie z panią w łóżku! Pan nie był z tego zadowolony, ale już się poddał i czasami sam proponuje mi miejsce koło siebie. I jak nie być szczęśliwym!
Nitek - jamnik czarny, podpalany 5 lat i 2 miesiące.


Bożena Kokot, Poznań
Piesek szczęśliwy? To piesek, który ma kochających opiekunów, miejsce, w którym czuje się bezpiecznie, ma swoje miseczki z wodą i jedzonkiem, swoje ulubione zabaweczki. Wydaje się, że piesek nie potrzebuje, chce tylko czułego serca. Nasz wielorasowiec przyszedł na świat na peryferiach miasta i jako 11 w miocie. Najmniejszy i najsłabszy, skazany na utopienie! Zupełny przypadek sprawił, że znalazł się u nas w mieszkaniu. Nie miał jeszcze sześciu tygodni, wymagał czułej opieki i dużej dawki uczucia. Jest z nami już ponad 15 lat, więc mażna powiedzieć, że doczekał się spokojnej "emerytury". Oczywiście w między czasie nie obyło się bez zmartwień i kłopotów. Ratowaliśmy jego zdrowie, kiedy wpadł pod samochód. Kiedy został pogryziony przez współziomka, kiedy zachorował na "koci tyfus" i inne mniejsze schorzenia "po drodze". Teraz ma pewne problemy sercowe I wątrobowe, wynikające z wieku, ale ogólnie ma niezłą kondycję i apetyt. Podejrzewamy też, że gorzej widzi i słyszy, ale świetnie się znamy i rozumiemy. Wydaje się to i jemu i nam nie przeszkadzać w życiu. Kiedy nasz Peri był młodszy, uwielbiał długie spacery, gonitwy i zabawy z innymi pieskami. Teraz woli wychodzić częściej, ale na krótsze i "spokojniejsze" spacery. W swojej glowie ma "zakodowane" pory posiłków, gdyby się opóźniały, potrafi o nich przypomnieć wymownym spojrzeniem na miejsce gdzie powinna stać pełna miseczka. Peri jest bardzo kochanym i wiernym przyjacielem. Nie wiemy jak to się dzieje, ale świetnia odstresowuje nas; sprawy, problemy i kłopoty dnia codziennego schodzą jakby na drugi plan, ich dalszy tok jest jakby spokojniejszy; pogłaskasz psa, popatrzysz w jego wierne oczy, on pomacha ogonkiem, położy się na twoich stopach albo obok ciebie i już masz inne myśli. Gdy wracasz do domu, zawsze w progu wita cię, radośnie szczekając. Nasz Peri ma w domu jeszcze innych współmieszkańców, których bardzo lubi. Są to dwa koty: Maurycy i Sawinka. Powiedzenie, że żyje ktoś jak pies z kotem w sensie negatywnym, w tym wypadku nie znajduje żadnego potwierdzenia, wręcz przeciwnie. Ale to już jest inna historia.
Bożena Kokot, Poznań.

Aneta Kaleta z Wrocławia
Szczęśliwy pies! My ludzie możemy się tylko domyślać. Nigdy się nie dowiemy kiedy on tak naprawdę jest szczęśliwy. Myślę, że wtedy gdy ma dom, ludzi, którzy traktują go jak członka rodziny. Przecież tak naprawdę to pies najbardziej cieszy się właśnie na nasz widok, kiedy wracamy z pracy, z podróży. Tęskni gdy długo nas nie ma. Najbardziej nieszczęśliwe są psy w schroniskach, dlatego że nie ma przy nich ludzi którzy by je kochali. Myślę więc, że to naszej miłości potrzebują najbardziej i kiedy im ją dajemy i okazujemy są najszczęśliwsze. Mój piesek ma 8 lat, nazywa się Niki jest małym jamniczkiem długowłosym. Jest uwielbiany przez całą rodzinę i rozpieszczany jak małe dziecko. Zawsze rano wskakuje po kolei do wszystkich łóżek i budzi nas lizaniem. Już od samego rana okazuje, że nas kocha więc myślę, że jest z nami szczęśliwy!

Z pozdrowieniami
Aneta Kaleta z Wrocławia


Nina Masłowska z Warszawy
Kochani!
Wspaniała idea!
Trzymam mocno kciuki za realizację pomysłu postawienia pomnika Szczęśliwego Psa.
Zapewne nie jest to łatwe do zrealizowania, jednak chcę wierzyć, iż kiedyś taki dzień nadejdzie. Na pytanie "kiedy pies jest szczęśliwy" mogę oczywiście odpowiedzieć, iż odpowiedź znam, jednak powiem Wam więcej - wiem kiedy pies jest szczęśliwy potrójnie. Tak samo - odpowiadając na pytanie "czy znam szczęśliwe psy". Pisząc potrójnie i szczęśliwe mam na myśli moich ukochanych małych Przyjaciół, których jest właśnie troje.
Po krótce opisując... pierwszą zakupioną (za 1 zł!) po wielkim żalu po śmierci poprzedniej suni była sunia a`la wilczek - Chika. Idylla trwała. Po 2 latach dołączył do nas piesek, także a`la wilczek - Miki - błąkający się po osiedlu, skatowany, przerażony i nieufny, złapany siłą i zabrany do domu, gdzie udało nam się odbudować (jeszcze) w nim wiarę w ludzi - z którym nie umieliśmy się rozstać. Następnie..... pojawiły się szczeniaczki. Piękne chwile.... . Pozostała z nami jedna z suń-córek - Buba. Pozostałe szczeniaczki znalazły równie ciepłe, kochające domy i odpowiedzialnych właścicieli, z którymi są do dziś.
Wracając jednak do szczęścia, które zarówno nasza rodzina, jak i rodzina a`la wilczków odczuwamy. Zżyliśmy się bardzo. Co ja mówię?! Ogromnie! Dziś rozłąka z jakichkolwiek powodów nie byłaby możliwa. Ani ich, ani naszej rodziny z nimi. Tworzymy wspólnie, jedną wielką rodzinę! O dziwo od początku wszystkie psiaki się zaakceptowały bez problemu. Dziś robią wszystko razem. Razem jedzą, razem śpią, bawią się i chodzą na spacery. Również razem sobie dokuczają, jednak i w tych wzajemnych, delikatnych ukąśnięciach także widać wzajemną miłość. Dopiero teraz poznając tak trzy odmienne charaktery, dumy i osobowości odczuwamy zarówno my, jak i one szczęście dokładnie potrójnie :).
Pozdrawiam serdecznie całą Redakcję.
Nina Maslowska - Warszawa


Beata Połojko z Piły
Nasz pies Boy, kundelek, jest już z nami 16 lat i mamy nadzieję, że będziemy razem jeszcze bardzo długo.To on witał dzieci,gdy wracały ze szkoły, a teraz wita je gdy wracają z pracy. Czeka na nie cały dzięń, odmawiając zjadania posiłków, a nawet smakołyków. Apetyt wraca mu dopiero wieczorem, gdy już wszyscy domownicy są w komplecie. Wtedy właśnie widać "gołym okiem" , że nasz pies jest szczęśliwy.On wie, że jest dla nas kimś bardzo ważnym, rozumiemy się nawet bez słów.Właśnie wtedy pies jest szczęśliwy,gdy ma wokół siebie wszystkich tych,których kocha i którzy jego kochają z całych sił. Nie liczy się jedzenie, a nawet dom, jeśli nie ma w nim tych jedynych, najważniejszych, których darzy miłością i od których dostaje wielka miłość.
Pozdrawiam ki wierzę, że Pomnik Szczęśliwego Psa stanie w Warszawie za niedługi czas.
PIĘKNY POMYSŁ
Beata Połojko z Piły


Bartek Senderek z Wrocławia
Kiedy pies jest szczęśliwy?
Pies jest szczęśliwy kiedy znajduje się koło kochających go ludzi, którzy chcą się nim zajmować, karmić, wyprowadzać na spacer, bawić się z nim i go kochać. Pies nie powie człowiekowi o swoich problemach i potrzebach dlatego ten musi się ich domyślić i próbować je zaspokoić.
Czy znam przykłady konkretnych szczęśliwych psów? Znam wiele psów które wydają się byś szczęśliwe. Konkretnym przykładem jest mój mój pies 11 letni Joker. Jest on kochany przez wszystkich domowników. Domownicy większość wolnego czasu spędzają właśnie z nim. Nigdy nie brakuje mu niczego, jest traktowany na równi z ludźmi. Mam nadzieję, że jest on z tego zadowolony.
Pozdrowienia dla wszystkich czworonogów przesyła:
Bartek Senderek z Wrocławia
 

Ocena użytkowników: / 104
SłabyŚwietny